Icon - Dokąd zmierzają gry komputerowe?

Dokąd zmierzają gry komputerowe?

Kwiecień 17th, 2010 | Tagi: , , | Posted in Gry komputerowe

Gry komputerowe fascynowały mnie od zawsze. Swój pierwszy komputer, Comodore C64, dostałem w wieku 4 lat. Logiczne jest, że jako taki mały brzdąc, komputer ten służył mi głównie do grania. Potem przyszedł pierwszy PC, jeszcze wspanialsze gry, dłuższe, z wciągającą fabułą. Dziś nie pamiętam większości tytułów, choć nadal w pamięci mam wygląd tych gier i opowiedziane w nich historie. Tytuły były wtedy mało ważne. Kilka jednak pozostało w mej pamięci do dziś – gry takie jak Destruction Derby, Command and Conquer, pierwszy Red Alert, Civilization, pierwsze części The Settlers. Wraz z PC przyszła też fascynacja “jak to jest zrobione?” – tak zaczęła się moja przygoda z programowaniem.

Dlaczego o tym piszę, wspominając te lata dzieciństwa? Może dlatego, że przez te wszystkie lata przyglądałem się rozwojowi gier i rynku elektronicznej rozrywki. I to, co się dziś dzieje, wygląda niestety coraż gorzej. Pamiętam, gdy w Polsce pojawił się Baldur’s Gate. Wspaniała gra, rozbudowana, największa (jak na ówczesne czasy) polonizacja. Gra dostarała wielu godzin rozrywki. Nie pamiętam, ilu dokładnie, ale coś mi się kojarzy, że twórcy przewidywali, że do ukończenia głównego wątku fabularnego potrzeba 50 – 60 godzin. Dziś już nikt nie wysila się na stworzenie tak długiej fabuły. Obecne gry mają zapewnić ok 12 – 15 godzin rozrywki. Spójrzmy, jakie gry zdobywają wielką popularność?  Modern Warfare 2 – można ukończyć w ok 8 godzin, Spliter Cell: Conviction – 5 godzin rozgrywki. 5 godzin! A cena wersji PC (na tę platformę gry nadal są najtańsze) – przynajmniej 100 zł. Nie wspominając już o upierdliwych zabezpieczeniach wymagających stałego dostępu do internetu. Przecież taką grę można ukończyć w jeden wieczór. A przy takim Duke Nukem 3D człowiek bawił się kilka tygodni…

Długość rozgrywki to nie jedyny problem współczesnych gier. Sprawą drugą są opłaty. Można zrozumieć abonament za gry MMO, w których utrzymanie tysięcy serwerów, ciągły rozwój świata gry i organizowanie w nim happeningów kosztuje. Obawiam się jednak, że obecne ostatnio zabezpieczenia wymagające stałego dostępu do internetu są przymiarką do wprowadzenia opłat za grę Single Player. W głowię już słyszę te tłumaczenia: “Trzymamy Wasze save-y na serwerze, aby były bezpieczne i byście nigdy ich nie stracili. Niestety, utrzymanie serwerów kosztuje, zapłaćcie więc $9,99 za każdy miesiąc rozrywki”. Dziękuję, ale postoję. Wolę stracić save-a (co mi się jeszcze nigdy nie zdażyło), ale mieć możliwość grać w zakupioną grę beż dodatkowych opłat. Jest jeszcze kwestia DLC, czyli dodatków, możliwych do ściągnięcia w czasie rozrywki. Bardzo często płatnych oczywiście. Zrozumieć można płatne dodatki, typu nowych rodzajów broni, które owszem, umilą rozgrywkę, ale ich brak w żadnym wypadku nie uniemożliwi nam podążania którąś ścieżką rozwoju.  Niestety, także tutaj są już przymiarki do “ukrytych opłat”. Pewnie część już widziała screena z gry Dragon’s Age prezentujący konieczność pogrania DLC, aby ukończyć zadanie. To już chyba lekka przesada. Niedługo ujrzymy napis: “Wejdź do komnaty i stocz ostateczną walkę z głównym przeciwnikiem (pobierz płatną dodatkową zwartość)”.

Cóż, gry komputerowe stały się przemysłem, w którym liczy się zysk. W pogoni za coraz lepszymi efektami graficznymi rosną też koszta, a te niweluje się płatnymi dodatkami i cięciem fabuły. W dzisiejszych czasach nie ma już miejsca dla małej grupli zapaleńców, kórzy tworzą grę – może i ze słabą grafiką 2D, ale z wciągającą i intrygującą fabułą. Większość młodych graczy nawet na nią nie spojrzy, bo co to za gra z taką “denną grafiką”. Jeszcze trzeba będzie pomyśleć przy niej, a nie tylko celować, chować się i naciskać przycisk myszki. Gdzie podziały się klasyczne przygodówki, symulatory rajdów (nie arcade-ówki pokroju Need for Speed), czy ukochane przeze mnie symulatory lotów? Czy spędzenie kilkunastu czy kilkudziesięciu godzin, aby nauczyć się latać Su-27 w Flankerze 2.0 lub F-16 w Falconie 4.0 wykracza poza możliwości młodych graczy?

Na szczęście sytuacja nie jest tragiczna. Nadal wychodzą gry, które nastawione są na zmuszenie gracza do pewnego pomyślunku, a nie tylko na efekty graficzne. Jest ich niestety coraz mniej? A może to ja się starzeję i nie bawią mnie już w takim stopniu? Rozpoczynałem studia z myślą, że będę pracował przy tworzeniu gier komputerowych. Dziś kończę już studia i nie jestem przekonany, czy nadal tego chcę – choć serce mówi, że tak, rozum zaczyna powoli mówić “nie”. W tym przemyśle kończył się czas na indywidualizm, grupka 3 – 4 osób nie stworzy gry, która zainteresuje obecnych odbiorców. A pierwsza część Warcrafta powstała w firmie założonej przez 3 osoby, które same z początku pisały gry. Dopiero większe studia, z odpowiednim zapleczem (czyt. kimś, kto wyłoży kasę), są w stanie stworzyć coś dobrego. Dopchać się do nich nie jest łatwo, utrzymać się też nie. Inna sprawa, że nikt nie uczy, jakie podejście stosować przy tworzeniu gier, nie ma odpowiednich szkół i kierunków studiów, a obecne nie dają żadnej wiedzy odnośnie programowania gier. Większość programistów gier to więc “samouki”. Może otwarta nie tak dawno Europejska Akademia Gier w Krakowie coś zmieni? Miejmy tylko nadzieję, że te dobre, ambitne gry nie znikną w tym czasie z rynku bezpowrotnie.